RSS
sobota, 09 października 2010

Im częściej jestem w Rosji, tym bardziej jest przekonana, że Rosjanki to inny gatunek kobiet.

Do tej pory zidentyfikowałam dwa typy:

- Logotyp: Znak rozpoznawczy: torebka Louis Vuitton (może byc mikroskopopijnych rozmawiarów, ale waże że jest LV), pasek D&G i kolczyki Chanel. Wszystko z jak największym logo, żeby nikt nie miał wątpliowści że ma doczynienia z (nowo)ruską księżniczką. Obstawiam, że gdyby Burberry wypuścił papier toaletowy w swoją charakterystyczną kratkę to byłaby to właśnie grupa docelowa.

- Bling-bling: czyli na bogato - im więcej cekinów, kiczu, kryształów a la Svarovski tym lepiej. Typowy makijaż to czerwone usta i niebieski cień do powiek. Nie ważne jak  - waże żeby świeciło!

Cechy wspólne to:

- niebotycznie wyoskie obcasy

- obowiązkowe futro ("Siberry to Ty nie masz FUTRA?! Każda szanująca się kobieta musi miec conajmniej jedno. Następnym razem jak przyjedziesz to zabieram Cię do sklepu. Futro z norek na raty bez odsetek. Obowiązkowo!")

- przekonanie, że równouprawnienie oznacza, że mężczyna płaci za wszystko (również za bilet lotniczy na wakacje)

 

Pamiętam jaki przeżyłam szok na pierwszej kolacji firmowej w Rosji. Byłam ubrana w czarne spodnie i koszule i czułam się jak Kopciuch (nie Kopciuszek, Kopciuch). Wokól mnie same długie nogi przykryte skrawkiem materiału w centki lub cycki na wierzchu. Szok. Po pierwsze nie posiadam sukienki w print tygrysa/zebry/geparda, po drugie nawet gdybym takową posiadała nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy żeby ją ze sobą zabrac w podróż służbową. Człowiek uczy się całe życie. Ja nauczyłam się że conversy i jeansy zostają w domu, a najwyższe szpilki plus sukienki jadą ze mną do Moskwy.


W grudniu będzie impreza noworoczna na która jestem zaproszona. Obawiam się, że nawet moja najbardziej-wypasiona-sztandarowa-sukienka-na-wesela nie wytrzyma konkurencji.

 

17:14, siberry
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 października 2010

Jeansy.

Smoky eyes.

Czarne szpilki.

Usta w soczystym kolorze.

Czarna przylegająca do ciała bluzka z bardzo niegrzecznym dekoltem.

 

Idę pokręcic tyłkiem na parkiecie.

 

21:17, siberry
Link Komentarze (2) »
środa, 29 września 2010

 

Praga jest przepiękna - jaki tam jest klimat! Co prawda w ciągu dnia czułam głównie klimatyzację w zdechłej sali konferencyjnej bez okien, ale za to wieczorem zostałam oczarowana przez Prage. Chociaz całe szczęście, że byłam tam tak krótko, bo kiełbaski zasmażane w piwie (starter) i kaczka (która okazała się byc 3 - słownie: TRZEMA - nogami z kaczki) oraz piwo mogłyby spowodowac, że tyłek Jennifer Lopez przy moim mógłby wydawac się tyłkiem Jagienki, który jak wszyscy pamietamy rozgniatał orzechy. Laskowe.

Na lotniskach najbardziej nie lubię buców z charter'ów w krótkich spodenkach i japonkach, którzy na ręku nadal mają opaski w oczojebnych kolorach, żeby nikt nit miał wątpliwości: "byłem na wczasach ol-inklusif. zagranico".

Wyjazd udany. Fuck-up rozwiązany. E-mail od szefa: "You are a star!".Wrzuce do mojego foldera w outlook'u pt. "laurki & bs"*.

=================

bs - bullshit

21:33, siberry
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 września 2010

Już nigdy ale przenigy nie pójdę sama na wesele. Grozi to "tańczeniem" (czytaj: przestąpywaniem na dwa z nogi na nogę) z przybłędami nieużywającymi anytperspirantów lub - jako alternatywa - siedzeniem przy stole zastawionym schabowymi i śledzami, kiedy wszyscy inni migdalą się w rytm "With you or without you".

03:34, siberry
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 września 2010

Nie ma jak dowiedziec sie o 19.00, ze w poniedzialek jednak nie lece na spotkanie do Hiszpanii, ale mam obowiazkowo stawic sie rano w Pradze. I tak zamiast tapas i Sangrii bede siedziec przez dwa dni w sali konferencyjnej i konkretnie pałowac półgłówków których przerasta zrobienie tabeli przestawnej w excelu.

Nie zdziwie sie jak w poniedziałek okaże się, że jest jeszcze fuck-up na Marsie i tam też mnie wyślą, bo przeciez "tylko ja moge to naprawic". Supersiberry to the rescue! Żałosne. Jednak zanim założę swój kostium korpobiczy otworzę butelke wina i rozpoczne zasłużony weekend.

A jutro wesele kolegi. Jak nie bedzie boeuf strogonow'a o 1.00 to wychodze - przeciez to weselny klasyk zaraz po "cudownych rodziców mam". I niech tylko Panna Młoda nie próbuje trafic we mnie bukietem!

22:36, siberry
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 września 2010

Dzisiaj miałam taki dzień, że jestem przekonana że nie przetrwan kolejnych 40 lat do emerytury pracujac dla korporacji.

Sa dwa wyjscia:

- wyjechac do Argentyny, biegac na bosaka po plaży i w przerwach między drinkami uczyc dzieci angielskiego

- kopnąc sie w swoj (rozrastajacy sie) tyłek i rozkręcic własny biznes.

 

Dzisiaj opcja kupna biletu w jeden strone do Buenos Aires jest bardziej prawdopodobna.

22:49, siberry
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 września 2010

Kolacje firmowe sa potwornie nudne i nawet najlepsze białe wino nie potrafi zagłuszyc tych bezsensowych rozmów i pytań w stylu "so how long have you been working for X". <rzyg> Przegryzając "pływające wyspy na sosie waniliowym »jak kiedyś»" zastanawiam kto wymyśle te kretyńskie nazwy dań - w tym przypadku była to kupa białka, cukru i mleka zmiksowana razem i polana waniliowym sosem - ale niech im będzie. Pływajaca wyspa. L’ile fllttante sauce vanille ‘‘comme avant’’. Swimming “l’ile flottante” with vanilla sauce. Mhm.

Wbrew pozorom zajęcie odpowiedniego miejsca przy stole jest kluczowe dla reszty wieczoru. Nikt nie chce siedziec obok dupkow z centrali i zabawiac ich rozmowa. Nienawidze wazeliny i tych wszytstkich hał are ju? Omijam szerokim łukiem sztandarowe korpo-tematy, ale potem słyszę na koniec wieczoru "you are very dangerous - one must really watch out for you".

 

23:28, siberry
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 września 2010

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce far far away pisałam bloga. Nie wiem czy to jesień, wiadomośc o dwumetrowych anakondach wypełzających z sedesów czy po prostu zwykły PMS, ale postanowiłam znowuz zasilic szeregi blogowych ekshibicjonistow.

Jeszcze kilka miesiecy temu bylam przekonana, ze od dwoch dni bede mezatka. Dzisiaj jestem przekonana, ze szybciej zaczne przebiegac 10 km bez zadyszki niz stane na slubnym kobiercu. W prezencie za zerwanie zareczyn dostalam mniejszy tylek (cycki niestety tez zmalaly), mieszkanie w ktorym moge jezdzic na rolkach wraz z kredytem na 40-lat. I nawet nie mam szansy zrobic sobie porzadnej pary diamentowych kolczykow z pierscionka zareczynowego.

To była zdecydowanie inwestycja z ujemnym ROI.

22:52, siberry
Link Dodaj komentarz »
1 ... 31
 

siberry(maupa)gazeta.pl


stat4u