RSS
czwartek, 28 października 2010

Umówiłam się jutro na randke z prawnikiem. Ma 191 cm wzrostu i to jest kluczowe, bo ostatnio wyznaje zasade, że prawdziwy mężczyzna zaczyna się od 180 cn. Nie wiem czy to rozsadna decyzja biorąc pod uwagę okoliczności w jakich się poznaliśmy, ale teraz mam ważniejszy (odwieczny) problem: nie mam się w co ubrac. Z szafy wysypuje się mały magazyn ciuchów, ale najtrudniejsze jest to żeby wyglądac zabójczo, ale tak żeby nie było widac, że jakoś specjalnie się starałam.

 

22:09, siberry
Link Komentarze (5) »

Sprawna ewakuacja kilku tysięcy osób z wieżowca nad Tamizą to niezły wyczyn. A zejście i wejście na 22-gie piętro na obcasach to na pewno mój rekord życiowy. Do dzisiaj bolą mnie łydki.


Lubię Londyn. Nawet kiedy pada i samochody próbuja mnie rozjechac na przejsciu dla pieszych. Kiedys w ramach wymiany studiowałam tuaj dziennie na uczelni dla bardzo bogatych i jeszcze bardziej rozpuszczonych bachorów, a wieczorem jadłam najtańszy chleb z TESCO. Na uczelnie chodziłam na piechote 40-minut, a w przerwach miedzy zajęciami wysyłałam aplikacje na praktyki do JP Morgan i innych instytucji tego pokroju. Teraz bank inwestycyjny to ostatnie miejsce w którym chciałabym pracowac - prawie tak samo beznadziejne jak korporacja lub kancelarnia prawnicza. Powiedzmy, ze widok z okna na London's Eye byłby mała rekompensata, ale i tak najbardziej lubię spac w swoim własnym łóżku.


Z podsumowania z szefem dowiedziałam się, że moje słabe strony, tfu to znaczy się areas of development jak to się teraz ładnie nazywa powinnam popracowac nad mówieniem nie i stakeholder managament czyli włażeniu w tyłek osobom postawionym wyżej ode mnie w korporacyjnym przewodzie pokarmowym. "Siberry, even with you intelligence and talent you will not become an executive manager if you ignore people more senior than you are". Mocne strony przemilczę, bo poczucie humoru jakoś nie znalazło się na liście:)

 

 

21:39, siberry
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 października 2010

Akcja dzieje się w hotelu w Londynie, AD.

Pani na recepcji:
- May I please see your ID?
- Oooo Pani też z Polski

Pan do skreślania numerków (żeby nikt się nie wbił na śniadanie):
- May I please ask for your name and room number?
- Oooo Pani też z Polski!

Pani od dolewania kawy/herbaty:
- Skarbie, czego się napijesz kawki czy herbatki? Tak, tak już wiem ty też jesteś z Polski!

23:05, siberry
Link Komentarze (3) »
czwartek, 21 października 2010

Rosjanie to nacja, która zdecydowanie dostarcza mi najwięcej rozrywek. Kilka przykładów z życia wziętych poniżej.

Dialog adin

- Natasha, I am really suprised that fur coats are so popular in Russia. I mean nowadays in western countries a woman wearing fur is very, very rare site.

- Saaajberry, in Russia  it's simple - we don't care about Green Peace!

Dialog dwa

- Siberry, so how do you like it here in Russia?

- Dima, we're not in Russia. We're in Montenegro - it's an autonomous country...

- Doesn't matter - it's all ours, it's all ROSIJA!

 

Dialog tri

- Siberry, you know once our collegues from Helsinki asked my what I did over the weekend. So I told them - I went shopping. Of course they asked me what I bought. So I told them fur coat for 4.000 dolarof. They were shocked, you know Finish... They could not understand why I bought fur. So I asked them: in Finland you also have -20-25 degrees like we do in Moscow -what do you wear during the winter? And you know what they told me... [łapie się za brzuch i zwija ze śmiechu]

- Sasha, I have no idea. What did they tell you?

- You know what they told me...haha... [Sasha pokłada się już prawie na podłodze ze śmiechu]. They said...hahaha... they said that they were GORE-TEX! Can you imagine?!?! GORE-TEX!!!

 

Moja kurtka narciarska od tego czasu ma nieuleczlna depresję.

12:06, siberry
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 października 2010

Ciężko jest pisać, kiedy prawie nie umarłam na zawał zapierdalając (inne słowo nie oddaje kolorytu sytuacji) 160 km taksówką bez pasów po istambulskiej autostradzie. Jak ktoś nie chce zjechać z Twojego pasa ruchu to naturalne jest to, że trąbisz, migasz światłami i przyspieszasz jeszcze bardziej, a na sam koniec zaczynasz wybierać jakiś numer w telefonie komórkowym. Normalne jest również to, że kierowca zatrzymuje się na totalnym zadupiu w połowie drogi i mówi: "Me no go. Go other taxi". Równie porywające są żarty moich dwóch rosyjskich towarzyszy: "Siberry do you have your passport with you? You know what they do with pretty girls with passports here haha?"

Przypomniałam sobie dlaczego nigdy w życiu nie wybrałam się na wakacje do Turcji i dlaczego nie zamierzam tutaj wrócić.

I pomyśleć, że tu było kiedyś Bizancjum!

22:07, siberry
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 11 października 2010

Rurki, czekoladowo-szara tunika, dopasowana marynarka, długie kozaki, rozpuszczone włosy.

Myślałam, że nigdy nie dożyję dnia kiedy mój tyłek zostanie odziany w skinny jeans. Później kiedy pod wpływem impulsu [wyprzedaż, a jak!] kupiłam parę upragnionych spodni myślalam, że nie dożyję dnia kiedy odważe się pokazac w nich w pracy [wyjście na imprezy się nie liczy, bo po paru drinkach zawsze wydaje mi się że jestem ciut ładniejsza i przynajmniej 3 kilogramy chudsza - oczywiście waga zmniejsza się wprost proporcjonalnie do ilości spożytego alkoholu]. Zatem dzisiaj rurki miały swoją premiere.

Widok na twarzy X - bezcenny!

 

22:12, siberry
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 października 2010

Najbardziej znienawidzonym dniem tygodnia jest poniedziałek, a w zasadzie już końcówka niedzieli jest równie beznadziejna. Po sobotnim reset'cie dzownek budzika o siódmej rano jest katorgą. W ciągu dnia wypijam hektolitry kawy, bo jedyne o czym potrafię myśleć to łóżko (przystojniaków czekających pod kołdrą brak). Pamiętam jak na studiach można było zamknąć oczy w czasie wykladu i udawać, że cie nie ma, ale w pracy niestety dzwonią telefony, przychodzą e-maile i bycie niewidzialnym jest trochę bardziej skomplikowane.

***

Z cyklu spotkania po latach. Siedzę z koleżanką na kawie w miejscu weekendowych pielgrzymek. Podchodzi do nas facet w garniturze i mówi:

- Siberry? To TY?!

- Tak...to ja. Czesc Marcin.

- Rany jak Ty się zmieniłaś! Ledwo Cię poznałem [w między czasie podchodzi druga osoba]. Siberry, to jest mój kolega Tomek. Tomek to jest moja koleżanka z liceum Siberry. Poznajcie się.

- yyyy my z Siberry już się znamy.

[Z Tomkiem całowałam się kilka razy na plaży poczym zupełnie bez powodu przestałam od niego odbierac telefony i odpisywac na sms'y jakieś 10 lat temu. Jak widac grzeczne dziewczynki odstawia się na bok i tylko ich cycki i tyłki zostają zarejstrowane w statystykach życiowych dokonań, a zołzy (tudzież zimne suki) pamięta się przez całe życie].

***

Po weekendzie dochodzę do wniosk, że ewidentnie jestem w typie rudzielców. Jak tak dalej pójdzie ustawię sobie taki dzwonek w telefonie:

 

 

22:16, siberry
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 października 2010

Najlepiej wpadac na Eksa wtedy, kiedy ty wygladasz jak milion dolarów, a on jak siedem nieszczesc .

On chodzi w zamałym polo, ja teraz mogę nosic spódniczkę z liceum. Jemu urósł brzuch, a mi poczucie własnej wartości.

W przyrodzie zawsze panuje równowaga.

20:08, siberry
Link Dodaj komentarz »

Im częściej jestem w Rosji, tym bardziej jest przekonana, że Rosjanki to inny gatunek kobiet.

Do tej pory zidentyfikowałam dwa typy:

- Logotyp: Znak rozpoznawczy: torebka Louis Vuitton (może byc mikroskopopijnych rozmawiarów, ale waże że jest LV), pasek D&G i kolczyki Chanel. Wszystko z jak największym logo, żeby nikt nie miał wątpliowści że ma doczynienia z (nowo)ruską księżniczką. Obstawiam, że gdyby Burberry wypuścił papier toaletowy w swoją charakterystyczną kratkę to byłaby to właśnie grupa docelowa.

- Bling-bling: czyli na bogato - im więcej cekinów, kiczu, kryształów a la Svarovski tym lepiej. Typowy makijaż to czerwone usta i niebieski cień do powiek. Nie ważne jak  - waże żeby świeciło!

Cechy wspólne to:

- niebotycznie wyoskie obcasy

- obowiązkowe futro ("Siberry to Ty nie masz FUTRA?! Każda szanująca się kobieta musi miec conajmniej jedno. Następnym razem jak przyjedziesz to zabieram Cię do sklepu. Futro z norek na raty bez odsetek. Obowiązkowo!")

- przekonanie, że równouprawnienie oznacza, że mężczyna płaci za wszystko (również za bilet lotniczy na wakacje)

 

Pamiętam jaki przeżyłam szok na pierwszej kolacji firmowej w Rosji. Byłam ubrana w czarne spodnie i koszule i czułam się jak Kopciuch (nie Kopciuszek, Kopciuch). Wokól mnie same długie nogi przykryte skrawkiem materiału w centki lub cycki na wierzchu. Szok. Po pierwsze nie posiadam sukienki w print tygrysa/zebry/geparda, po drugie nawet gdybym takową posiadała nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy żeby ją ze sobą zabrac w podróż służbową. Człowiek uczy się całe życie. Ja nauczyłam się że conversy i jeansy zostają w domu, a najwyższe szpilki plus sukienki jadą ze mną do Moskwy.


W grudniu będzie impreza noworoczna na która jestem zaproszona. Obawiam się, że nawet moja najbardziej-wypasiona-sztandarowa-sukienka-na-wesela nie wytrzyma konkurencji.

 

17:14, siberry
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 października 2010

Jeansy.

Smoky eyes.

Czarne szpilki.

Usta w soczystym kolorze.

Czarna przylegająca do ciała bluzka z bardzo niegrzecznym dekoltem.

 

Idę pokręcic tyłkiem na parkiecie.

 

21:17, siberry
Link Komentarze (2) »

siberry(maupa)gazeta.pl


stat4u