RSS
wtorek, 31 maja 2011

Z serii small talk w biurze: 

- Sib, czy Tobie urosły piersi? Nie mogę od nich oderwać wzroku.

- Tak, tyłek zresztą też. Jest taka zasada równowagi panująca we wszechświecie: cycki zawsze chudą pierwsze, a puchną ostatnie.

[wychodzimy z kuchni, ja idę przodem]

- Noooo faktycznie - tyłek też Ci urósł.

****************************************************

Za to wczorajszy wieczór sponsorowało dużo literek:

  • A jak "alkohol !!! dajcie wreszcie alkohol !!!"
  • B jak blachara. Nie mylić z gold digger.
  • C jak piwo Ciechan Miodowe spijane na kwadracie w ramach bifora i zastanawianiem się coby tutaj zrobić, żeby chociaż trochę ruszać się niczym rasowa salsa queen.
  • D jak dywan. Taki czerwony. Albo nie. D jak dekolt Ms.D w rozmiarze DD.
  • E jak egzystencjonalne rozmowy na temat konieczności wystąpienia zjawiska ogólnie znanego jako "piedolnięcie pioruna" w relacjach damsko-męskich.
  • F jak Fashion. Normalnie faszjon przez duże eF. I dużo "celebrities" z tiwi i Życia na Gorąco też było 
  • G jak "gdzie tutaj można w okolicy pokręcić tyłkiem w poniedziałek?"
  • H jak hedonizm. Opcja all inclusive.
  • I jak "i jak ja jutro wstanę do pracy?"
  • J jak "ja chcę takie nogi jak ta laska!", "nie chcesz - one są na pewno w pakiecie z pustakiem zamiast mózgu". 
  • K jak Klubokawiarnia. Zamknięta Klubokawiarnia, czyli jednak miasto kiedyś śpi.
  • L jak Lady Gaga śpiewana na całe gardło w samochodzie [mam taki niezwykle pożyteczny DAR zapamiętywania słów wszystkich piosenek od Dżastina, przez Billy Idol, aż po wszystkie płyty Fasolek]. 
  • M jak mohijto. Dużo mohijto.
  • N jak 'nigdy nie podchodź do klawiatury po pijaku'. Zapamiętać. Zaimplementować.
  • O jak 'ojezusamaria chodźmy usiąść, bo ja już dłużej nie wytrzymam na tych szpilkach!'
  • P jak paparazzi. Z błyskającymi fleszami, ale też to z przystojnym barmanem na Mazowieckiej.
  • R jak rozmowy od łan najt stendów, przez zabezpiecznie w samochodzie (o pasy chodzi, o pasy!), braku przyjaźni damsko-męskiej bez podtekstów erotycznych, aż po aktualne projekty na tapecie.    
  • S jak stukot niebotycznie wysokich obcasów. Razy trzy.
  • T jak tyłek Kim Kardashian w mojej nieprzyzwoicie obcisłej sukience (patrz pierwsza część notki)
  • U jak usta w kolorze soczystej fuksji.
  • W jak wdech (to przez tę obcisłą sukienkę)
  • Z jak zen, a nawet Zień.
20:19, siberry
Link Komentarze (4) »
niedziela, 29 maja 2011

Nie ważne jak bardzo twarda próbuję być (przede wszystkim sama przed sobą) to zdarzają się takie wieczory, kiedy budzę się w środku nocy i nie mogę znaleźć sobie miejsca.

Czasami śni mi się X z moim substytutem przy boku. Starszym, szczuplejszym, chodzącym w eleganckich żakiecikach i na pewno gotowym na seks o każdej porze dnia i nocy. Fakt, że substytut nie ma cycków, ani tyłka nie do końca mnie pociesza (nie tylko we śnie, w rzeczywistości również). Myślę, że bardziej niż za nim, tęsknię za samym uczuciem. Nie chcę być dzielna, twarda i och Sib jak Ty to robisz. Nie jestem samowystarczalna. I wcale nie chodzi mi tutaj o wymianę tych pieprzonych halogenków w łazience. Doskonale wiem, że nawet najbardziej zapierający dech w piersiach widok po czasie zamienia się w najzwyklejszą widokówkę w postaci zdjęcia jeżeli nie mogło się nim z kimś z podzielić. Chcę malować usta na intensywną czerwień, nosić rozpuszczone włosy, nieprzyzwoite dekolty i pończochy ze szwem. Nie dla siebie, tylko dla kogoś kto sprawi, że poczuję ścisk pod mostkiem i miliony motylków w brzuchu. Chcę zupełnie stracić głowę niczym rasowa gimnazjalistka.

Brakuje mi dotyku, drżenia rąk i nieprzespanych nocy. Chcę żeby znowuż ktoś bawił się kosmykami moich włosów i szeptał na ucho, że elektryzują go moje spojrzenia. Chcę poczuć ciepły oddech na mojej szyi, temperaturę drugiego ciała. To tak jakby ktoś nagle odebrał mi całą paletę doznań i emocji, a w zamian zostawił zbyt dużo czasu na bycie rozważną.

15:44, siberry
Link Komentarze (5) »
sobota, 28 maja 2011

Będę częściej kręcić loki, zakładać szpilki nude i zbyt krótkie sukienki. 

Wschód słońca oglądany nad Wisłą. W głowie kłębowisko kosmatych myśli.

Idealny początek całej reszty, bo przecież najlepsze przed tobą.

22:48, siberry
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 maja 2011

Zarząd siberry.blox.pl uprzejmie informuje, iż Ruska aka Sib została nominowana do opuszczenia strefy euro i już za parę miesięcy będzie dostawać pensję w funtach oraz poginać na obcasach do biura z widokiem na Tamizę, joł. Zgodnie z zasadą if not now, then (fucking) when? postanowiłam wywrócić swoje życie do góry nogami, spakować  szpilki, conversy i parę innych zupełnie niepotrzebnych rzeczy, zradzić padrugów z Rosji i zasilić szeregi polskiej emigracji. Nie chcę już dłużej zastanawiać się "co by było gdyby...". Chcę to sprawdzić na własnej skórze!

Tate Modern, West End, Soho, Covent Garden, jor hajnes Kate & William - here I come!

P.S. Ej, ale będziecie nadal czytać jak już nie będę pisać o futrach, złocie, czerwonych szminkach i moskiewskich podziemiach?! O komentowanie to nawet nie pytam - z tym od samego początku było u Was słabo!

Go Sib, Go Sib !!!! :)))

20:59, siberry
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 23 maja 2011

W moskiewskich Łomiankach wszystkie domy są ogrodzone szerokimi, solidnymi murami. Elektrownię w Fukushimie też otoczono wałem. Wysokim na sześć i pół metra. Czterdzieści lat później, fala zalewająca Japonię była raptem o pół metra wyższa. Marne 50 cm. Wierzę, że życiem rządzi przypadek. Los z bardzo złośliwym poczuciem humoru. Z hukiem zatrzaskuje Ci przed nosem drzwi, ale za jakiś czas uchyla okno. Dlatego nie dażę nigdzie na siłę, nie robię niczego za wszelką cenę, nie trzymam się kurczowo ludzi. Wierzę, że jeżeli mają być w moim życiu to po prostu w nim będą. Dryfuję sobie powoli i czekam co stanie się dalej. Coś wisi w powietrzu. Po drodze pojawiają się zawirowania i sztormy z serii dziesięć w skali Beauforta, ale zawsze spadam na cztery łapy, otrzepuję kurz i idę dalej. Najprościej jest gnić na kanapie, obrastać tłuszczem i narzekać jak to inni mają lepiej.

Większość moskiewskich taksówek ma cennik jak rasowe prostytuki - stawki są za godzinę, a nie za kilometr. Ciężko przewidzieć czy przejechanie z punktu A do punktu B zajmie 10, 30 minut, czy też może akurat dziasiaj cztery godziny. Zastanawiam się czy zgrywanie chojraka za kółkiem to cecha narodowa, czy też może ta część Rosjan posiadająca prawo jazdy ma również skłonności samobójcze. Wielokrotnie próbowałam już hamować naciskając niewidzialny pedał siedząc na tylnym siedzeniu samochodu. Trzeba mieć stalowe nerwy, albo chociaż żyłkę hazardzisty.

Rosjanie podróżując koleją na długich trasach czasami przebierają się w pidżamy i przy dłuższych postojach przechadzają się w nich po peronach. Ponoć w tutejszych przewodnikach są ostrzeżenia, żeby nie wychodzić na perony w koszuli nocnej w krajach UE. Mam parę pomysłów na tego typu rady dla Polaków. Na przykład: Nigdy nie wynoś jedzenia z hotelu. Szwedzki stół z opcją all you can eat, wcale nie jeste konkursem na all you can carry out.

Po sobotnim night out na prawym ręku mam różowy znaczek z płomieniami i coś co przypomina sierp (młota brak). W żaden sposób nie mogę się go pozbyć. W niedzielę rano, kiedy świat jeszcze trochę wirował przez chwilę miałam nawet myśl, że to może jest tatuaż. Taki tatuaż mógłby jedynie konkurować z tribalem Mike Tysona.

21:28, siberry
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 maja 2011

Leżę sobie na podłodze mieszkania, które już za niecałe 38 lat będzie moje i na ten moment nie mogę sobie wyobrazić lepszego miejsca na świecie. W przedpokoju stoi nadal nierozpakowana torba, na balkonie w ciepłym słońcu schnie pranie, w lodówce tylko światło, a mi się marzą świeże truskawki. Za niecałe trzy godziny muszę znowuż stawić się na lotnisku. Co chwila sprawdzam wiadomości licząc na to, że być może ta cała wulkaniczna chmura nieco zmądrzała i jednak postanowiła nie omijać Europy. Zostałabym wtedy sobie na tej podłodze, w wyciągniętych dresach, nie zmywała wczorajszego burgundu z paznokci (czerwone paznokcie bardzo apetycznie komponują się z czernią klawiatury) i przesłuchała płyt, które leżą zakurzone na półce i od tygodni czekają na swoją premierę w moich czterech ścianach. 

Później zapaliłabym świeczki o zapachu czekolady, nalała kieliszek białego, lekko schłodzonego wina, do kąpieli dodała truskawkowy płyn, zanurkowała w morzu piany i w końcu dokończyła Sto lat samotności. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam w kinie, zapomniałam już jak pachnie teatr. Chcę narobić bałaganu w kuchni, upichcić cukinię zapiekaną z kurczakiem i fetą i zjeść dwie dokładki. Chcę pojechać na rowerze do BUWu, wejść na dach i godzinami patrzeć na Wisłe. 

No nic. Rozkapryszona Moskwa czeka. Idę się pakować.

13:07, siberry
Link Komentarze (4) »
piątek, 20 maja 2011

Drogi Pamiętczniku,

Mam problem. Siedzę sobie na lotnisku i czekam, aż otworzą mi gate i (nie)odpicowane stewardessy Polskich Linii Lotniczych w tragicznych granatowych mundurkach i apaszkach z głębokich lat siedemdziesiątych wkroczą na pokład Embraer'a (zapewne również z lat 70-tych) i mam różne przymyślenia. Otóż aktualnie ledwo trzymam się na nogach i nie jest to efekt gin-and-tonic popijanego w biznes landżu wśród Wielkich Panów Businesmenów z widocznnym brzuchem. Chociaż niedaleko mnie siedzi niezły kąsek w białej koszuli i czarnym krawacie (no raczej), nawet jest w mojej grupie docelowej, ale jak widać Financial Times jest o wiele bardziej interesujący od moich kocich spojrzeń. No cóż - JEGO STRATA.

Anyway, wracając do przemyśleń to mam ochotę w końcu wylądować we własnym łóżku i rano napić się kawy w moim ulubionym kubku z Legolasem (chociaż teraz to bym kupiła kubek z Aragornem - STARZAJĘ SIĘ zaczynają mi się podobać mężczyźni, a nie chłopcy). Z drugiej strony po wylądowaniu mogłabym zamiast do łóżka wskoczyć szybko pod prysznic, wypić wiadro kawy i ruszyć w miasto i pobuszować trochę na parkiecie. Podobny problem mam jutro - niby Antonio ma umówioną audiencję, ale chyba jednak wolę spotkać się z przyjaciółmi, albo może wolę zostać w domu. Hilfe!

O maderfakinszit, właśnie mnie wołają do gejtu. Pamiętczniku hilfe jestem na obcasach!

19:08, siberry
Link Komentarze (9) »
czwartek, 19 maja 2011

Występują - wysoko opłacani, wykwalifikowani w waleniu w laptopa pracownicy biurowi (ponoć kwiat korponiewolników - z profesjonalnie ocenionym potencjałem na co najmniej VicePresident, serio):

  • S jako Siberry
  • M jako Mitarbeiter (aus Polen)

M: Saj, kiedy w końcu będziesz w biurze? bo nie wiem czy mam się ładnie ubrać czy nie.

S: dopiero w poniedziałek, ale nie ten, tylko następny. prasuj koszule i szoruj buty!

M: to od razu idziemy na kawę - tylko żebyś znowuż się nie wymigowała jak będę podchodził!

S: obiecuję - będę Ciebie niecierpliwe wypatrywać od samego rana!

M: akurat - a bedziesz sie rzucać na szyję?

S: jak nikt nie będzie widział to tak, bo wiesz ja to się tak trochę wstydzę.

M: no dobra - to moze byc jak nikt nie patrzy. nawet lepiej. a bedziesz piszczec? bo piszczenie tez musi byc... i łzy szczescia!!! i musisz krzyczeć miłe słowa. NA PRZYKŁAD:

CZEKAŁAM!!!!

MYŚLAŁAM ŻE SIĘ NIE DOCZEKAM !!!

NARESZCIE JESTEŚ !!!

WRÓCILEŚ!!!

O BOŻE!!!

S: O BOŻE JAK CI MIĘŚNIE UROSLY !!!! (też moze byc czy nie?)

M: może, ale to po tym jak się przytulisz

S: CHYBA MUSIMY PODKRĘCIĆ KLIMATYZACJĘ, BO NAGLE MI SIĘ TAK CIEPŁO ZROBIŁO !!! (i tak wiem, to to też tylko po przytuleniu)

M: trochę długie do krzyczenia ale brzmi nieźle. tylko to krzyczymy BEZ tych Twoich złośliwych uśmiechów.

S: mogę też jeszcze omdlewać.... i wachlować się ręką...

M: o! czujesz baze

S: i rozpiąć dwa guziczki w sweterku!

M: można - chociaż z Twoimi dekoltami to jak się rozepnie jeszcze dwa guziczki to będzie pępek widać. Nie mówię, że to złe tylko nie wiem czy Ty jesteś na to gotowa.

 

THE END.

(Babcia byłaby bardzo dumna)

19:23, siberry
Link Komentarze (2) »
środa, 18 maja 2011

Obiad u Babci.

B: - Siberry kochanie, czy ty masz jakiegoś chłopaka w tej Warszawie?

S: - Nie, Babciu nie mam.

B: - A chodzisz w krótkich spódniczkach i w bluzkach z dekoltem jak ci Babcia kazała?

S: - Chodzę! Yyyyy.... no czasami chodzę.

B: - To bardzo źle! Babci trzeba się słuchać, bo chłopacy to lubią jak ich się kokietuje i tak trochę kusi. Wiesz, im trzeba działać na wyobraźnię... musisz na przykład coś upuścić na podłogę i powoli pochylić się, ale KONIECZNIE w taki sposób żeby było widać kawałek cycuszka, kawałek nóżki i wtedy...puszczasz oczko! A przynajmniej podoba ci się tam ktoś?

S: - No jest taki jeden Babciu...

B: - I jak to możliwe, że on ciebie jeszcze na randkę nie zaprosił?!?!

S: - Nie wiem Babciu...może nie jestem w jego typie.

B: - Głupoty opowiadasz! Taka ładna dziewczynka, a on cię do teatru jeszcze nie zaprosił?! Może on jest po prostu tym...no...jak to się teraz mówi... może on jest tym gejem?

22:32, siberry
Link Komentarze (7) »

Taksówkarz nie chce mi uwierzyć, że jestem z Polski, bo przecież nie mam blond włosów. Na spotkaniu dowiaduję się, że jestem Holenderką, bo taki mam ponoć akcent. W małej włoskiej knajpie posiwiały właściciel dopytuje się z której części Italii jestem. Na imprezie słyszę damn girl, you shake your butt like a black sista. Dla Niemców z pracy jestem Rosjanką - zresztą dla nich wszystko na wschód od Love Parade to jedna, wielka Syberia.

A ja ostatnio czuję się trochę lost in translation.

Lotniska, hotele, te same wyszkolone do perfekcji uśmiechy, te wszystkie how are you i have a nice day, ta sama biała pościel, te same białe ręczniki równiutko ułożone na półce, te małe buteleczki z mydłem i szamponem. Standaryzacja dotarła nawet do kibla - końcówka papieru toaletowego na powitanie jest wszędzie wywinięta w ten sam sposób.

Jak już uzbieram pierdyliard mil to polecę w kosmos i tam już sobie zostanę.

Umówiłam się w weekend z Antonio-No-Salsa na widzenie numer dwa. Nieco zaimponowała mi jego determinacja oraz to, że nie popukał się w czoło, ani nagle nie zniknął z powierzni Ziemi [aka spierdolił jak najdalej stąd, byle jak najdalej, że tak Edzię zacytuję] kiedy usłyszał, że w Maju to ja mogę wyznaczyć całe, dwa, no może trzy wieczory, kiedy jestem ewentualnie dostępna na jakąś kolacyjkę, wino, spacerek brzegiem Wisły przy świetle gwiazd, tudzież night out w Warszawie z piciem drinów do momentu, kiedy zamiast krwi w moim ciele będzie krążyć Havanna Club.

00:23, siberry
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2

siberry(maupa)gazeta.pl


stat4u