RSS
wtorek, 19 marca 2013

Siedzę w biurze przed swoimi trzema monitorami. Na ekranie telefonu wyświetla się nieznajomy numer. Odbieram.

Siberry? Chcielibyśmy zaproponować Ci stanowisko na które aplikowałaś. Byłaś bezkonkurencyjna w piątek! Pozostali kandydaci nie mieli przy tobie szans. Zdecydowaliśmy, że pomimo tego, iż jesteś dostępna dopiero za parę miesięcy to chcemy na ciebie zaczekać, bo właśnie ty jesteś idealną osobą do tej roboty. Szczegółowe warunki oferty prześlę na maila. Jeszcze raz gratuluję!

Odkładam słuchawkę i przez moment nie wierzę.

Nie wierzę, bo wszyscy mi mówili, że to jest nie do zrobienia. Mówili, że nie ma szans żebym jednocześnie dostała awans, międzynarodowy team do zarządzania i jeszcze na dodatek wynegocjowała lokalizację inną niż Warszawa. Mówili, a ja na przekór wszystkim i tak wiedziałam, że dam radę, bo po prostu nie brałam innej opcji pod uwagę. Wszystko, albo nic. Nie wiem czy to oznaka odwagi, czy może raczej głupoty, ale mam taki przekorny charakter, że jeżeli ktoś mi mówi, że coś jest niemożliwe do zrobienia, to ja lubię podnieść rzuconą rękawicę.

Determinacja. Konsekwencja. No i odrobina zajebistości też się przyda.

Nie chcę tu pojechać a la koejlo, ale po prostu trzeba wiedzieć czego się chce. Proste jak drut, rajt? Nie bać się podejmować decyzji, które być może wywrócą twoje życie do góry nogami, ale lepiej spróbować, niż później żałować, że nie wyściubiło się nosa poza swoją do wyrzygania nudną i przewidywalną "sferę komfortu". Trzeba zacisnąć poślady, być zuchwałym w wyznaczaniu celów i po prostu do nich dążyć. W końcu jak mówi rosyjskie powiedzenie kto nie ryzykuje ten nie pije szampana.

Cheers!

00:21, siberry
Link Komentarze (24) »
piątek, 15 marca 2013

W desperackiej próbie wyluzowania przed jutrzejszą rozmową kwalifikacyjną poszłam biegać po Hyde Parku.

Nie pomogło.

Chyba pierwszy raz w życiu tak cholernie zależy mi na dostaniu konkretnej roboty. 

Jest stres, a ja zdążyłam już dawno zapomnieć jakie to uczucie mieć żołądek związany na supeł.

Ale jutro skopię im tyłki i rozłożę na łopatki. Nie ma innej opcji.

Niemniej jednak można trzymać kciuki ;)

01:44, siberry
Link Komentarze (7) »
niedziela, 10 marca 2013

Zmęczona wchodzę pod ciepły strumień prysznica. Zmywam z siebie brud podróży, kurz lotniska i długiej jazdy samochodem po krętych drogach płynacych pomiędzy obsypanymi puchem górami. Mrużę oczy na wspomnienie ostrego słońca na samym szczycie, kiedy nie możesz się już doczekać tego pierwszego zjazdu i odgłosu skrzypiacego, świeżego śniegu pod nartami. Na ten moment czekasz cały rok.

Lustro w łazience zaparowało, więc jakby przez mgłę odbija się w nim kontur mojego ciała. Starannie namydlam każdy centymetr i z każda minuta oddalam się od pracy, nieodpisanych maili, niepodjętych decyzji i zawalonych terminów. Ogarnia mnie błogi spokój, bo przez najbliższe dziesięć dni będę mieć na to wszystko epicko wyrabane.

Nagle opuszkami palców pokrytych gęsta, biała piana wyczuwam zgrubienie w miejscu, gdzie absolutnie nie powinno go tam być. Pierwsza myśl: wydawało ci się. Płuczę dokładnie dłonie i kieruję palce w to samo miejsce. Teraz jeszcze dokładniej wyczuwam pod delikatną skórą okrągłe, twarde coś.

Wychodzę spod prysznica. Na podłodze zostawiam mokre, ślady stóp i sięgam po telefon. Woda spływa z mokrych włosów na czystą wykładzinę, ale kompletnie nie zwracam na to uwagi. Precyzyjnie i zwięźle, ale lekko łamiącym sïę głosem odpowiadam przez telefon na pytania lekarza:

- Kiedy pierwszy raz go wyczułaś?

- Gdzie dokładnie jest?

- Jaki ma krztałt? Okragły, czy może owalny?

- Czy boli jak go dotykasz?

- Czy możesz go przesunać? Do góry i w dół, a możesz do boku?

- Czy czujesz się zmęczona i nie masz na nic siły?

Rekomendacja to natychmiastowa wizyta u lekarza specjalisty. W górach można znaleźć spokój, grzane wino, niezdrowe żarcie, przystojnych instruktorów i fatalna muzykę rozbrzmiewajaca z głośników, ale ciężko znaleźć lekarza, który mógłby stwierdzić coś więcej niż to, że owszem coś tam jest. Zresztą zaciskasz zęby, a na pytania czy coś się stało, uśmiechasz się przekonywująco i przecząco kręcisz głową, bo nie chcesz 'psuć' wyjazdu pozostałym, bo przecież i tak jeszcze nie wiadomo czy trzeba będzie coś z tym zrobić.

Następnego dnia dostaję maila potwierdzajacego umówienie wizyty u chirurga specjalisty zaraz po powrocie z urlopu.

16:13, siberry
Link Komentarze (10) »

siberry(maupa)gazeta.pl


stat4u