Blog > Komentarze do wpisu

Biuro rzeczy zagubionych

W ten dzień założyłabym skórzaną kurtkę i sukienkę do połowy uda. A usta zarysowałabym karminową czerwienią - na tyle mocno żeby wyglądały jakby były podrażnione od niecierpliwego przygryzania warg, ale na tyle delikatnie żebyś nie bał się w nich mocno zatopić.

Włosy zostawiłabym rozpuszczone, w lekkim nieładzie, jakby lekko potargane przez wiatr, bo lubię odgarniać kosmyki opadające na twarz i lubię kiedy włosy rozsypują się kaskadami po nagich ramionach. Zresztą jestem przekonana, że nieustannie zatapiałbyś swoje palce w tym cyklonie na głowie i delikatnym, ale zdecydowanym ruchem czochrał je na wszystkie strony swiata.

 

Zabrałabym Cię w miejsca, ktore chciałam Ci pokazać, te miejsce do których nikogo innego nigdy nie zabieram. Zaprowadziłabym Cię za rękę do knajpy z sekretnym ogrodem, gdzie siedzielibyśmy na tysiącach bajecznie kolorowych, haftowanych poduszkach, a powietrze gęstniałoby od dymu wydobywającego się z żarzącej się sziszy. Zabrałabym Cię do tunelu pod Waterloo, to nic że biegają po nim szczury i momentami cuchnie moczem, zabrałabym Cię tam, bo tam na ścianach idą w ruch puszki i szczęka opadłaby Ci do samej ziemi gdybyś zobaczył co można zmalować na ścianie. Potem dalej, spacerem wzdłuż Tamizy, aż do Tate Modern. Następnie Borough Market, gdzie zjedlisbyśmy z kartonowego pudełka najlepszą paelle w miescie, a później nadal stojąc na ulicy, wypili mocne, czarne espresso. Albo nie, zamiast espresso niech będzie czerwone wino, zresztą jak wolisz. A nie, może jednak wino, bo wiem że czułabym ten zapomniany ścisk w żołądku, ten który wyostrza zmysły, ten od którego w żyłach gęstnieje krew, ten który sprawia, że masz sucho w gardle i diablicę w spojrzeniu.

 

Potem zmęczeni zaleglibyśmy w knajpie, gdzieś w kącie, gdzie nie dosięgnęłyby nas ciekawskie spojrzenia. Gdzieś gdzie mógłbyś swabodnie opleść mnie ramieniem w pasie i jednym, zdecydowanym ruchem przyciągnąć mocno do siebie. Na tyle blisko, żebyś mógł poczuć mój zapach, ale na tyle daleko żebym ja mogła patrzeć Ci prosto w oczy sluchając tych Twoich opowieści. Mam nowe perfumy, wiesz? Spodobałoby Ci się. Usiedlibyśmy gdzieś, gdzie do późna podwaliby portugalskie wino, albo Malbecę, albo cokolwiek. Gdzieś skąd moglibyśmy wrócić w środku nocy piechotą do domu. Pokazałabym Ci, że rozświetlony nocą Londyn z lotu ptaka, ten widziany z okna samolotu, wygląda zupełnie inaczej niż z perspektywy szorstkiej, ale ciepłej podłogi.

 

s-c

poniedziałek, 22 kwietnia 2013, siberry

Polecane wpisy

  • Come back?

    Ostatnio chodzi za mna mysl o powrocie do pisania, ale waham sie niczym Nike, bo jestem chyba zbyt oldskulowa. Nie wiem jak sie obsluguje Snapchata i nadal mam

  • Lekcja hiszpańskiego #172719

    Na zewnątrz ponad 30 stopnii. W biurze pomimo działającej klimatyzacji i tak jest gorąco. Ściągam marynaarkę, przeciągam się na krześle i mówię: - Estoy calient

  • Happy People Have No Stories

    Ze szklanego wieżowca z obrotowymi drzwami w Londynie, przeniosłam się do małego, położonego na obrzeżach miastach biura, gdzie czas płynie wolniej, żeby nie po

Komentarze
Gość: karolina, *.play-internet.pl
2013/04/22 19:50:31
zazdroszczę kaskad!
-
2013/04/22 20:11:27
Pani Sib, czytałem to niemal ze łzą w oku, ale w głowie, gdzieś z tyłu brzmiała mi muzyka. Adele. Someone like you. Dlaczego?
-
2013/05/16 17:31:47
.. Twoja notka naprawdę przyspiesza oddech :^) .. dodałbym jeszcze dzielić sie butelką czerwonego winka gdzieś w kącie w gwarze Gordon's Wine Bar a potem całowanie się w tunelu pod Charing Cross :^)
-
2013/05/17 19:12:42
@peregrino: been there, done that ;))))

siberry(maupa)gazeta.pl


stat4u